Napiszę parę słów na temat historii Ani , która przyszła do mnie na numeroterapię. Początkowo miałyśmy pracować nad przekonaniem „nie zasługuję”, ale bardzo szybko okazało się, że przeplata się ono z tematem miłości własnej.
Anna nigdy nie lubiła siebie. Uważała, że podejmuje złe decyzje, źle reaguje – zbyt emocjonalnie , a potem żałowała … przecież mogła powiedzieć to … i zrobić tamto… Co się z tym wiąże nie lubiła być sama ze sobą, a w ciszy to już jak najgorsza kara. Nie lubiła, delikatnie mówiąc, też własnego ciała. Bo nie jest takie jak być powinno – za duże, za grube, figura jakaś taka niezbyt kobieca.
Kiedy „nie zasługuję” staje się całym życiem
Rzeczywistość Ani pięknie jej to wyświetlała – ludzie, których obecności i miłości pragnęła odchodzili, czasami bez słowa. No w najlepszym wypadku byli i wykorzystywali, a jak nie wykorzystywali to relacje te były szorstkie. Chociaż się starała i dawała wszystko co mogła, sytuacja wyglądała właśnie tak. Ileż razy zadawała pytanie do Boga – czy ja naprawdę nie zasługuję na nic dobrego?
Po kolejnym trudnym doświadczeniu z oczywistym wnioskiem, że to jej wina, Ania zaczęła szukać odpowiedzi dlaczego tak się dzieje. Co robi nie tak. Odpowiedź nie przyszła szybko, chociaż może przyszła ale jeszcze nie była gotowa aby ją zobaczyć i przyjąć.
Kiedy spotkałyśmy się na numeroterapii, zaczęła szukać odpowiedzi. Podczas naszych spotkań Ania szybko zauważyła, że przekonanie „nie zasługuję” było wpojone – bo trzeba było zasłużyć wiedzą na dobra ocenę, dobrą oceną na uwagę i pochwałę rodziców, dobrym świadectwem na wyjazd wakacyjny, występowaniem na akademii szkolnej na uwagę i uśmiechy rodziców, nauczycieli. Numeroterapia pomogła jej zrozumieć, że to nie była jej wina – że została tak zaprogramowana. Krok po kroku zaczęła odklejać się od dawnych wzorców i pozwalać sobie na nowe doświadczenia.

Numeroterapia – odkrycie prawdy o wpojonym wzorcu
Ważnym impulsem było też spotkanie z książką Louise Hay Pokochaj siebie… Sam tytuł już miał w sobie coś niestosownego i prowokacyjnego – jak to kochać siebie? Przecież tak robią tylko egoiści! Nie tego ją uczyli. Ale zaczęła słuchać – i chociaż na początku nieco ją to złościło, z ciekawości chciała iść dalej i stosować w praktyce. Nie będę pisała, jak bardzo trudne było to na początku, ani ile łez wylała. To był początek jej drogi do siebie. Do pokochania siebie. Jakże inspirujące było dla niej odkrycie, że nic z zewnątrz nie zapełni tego pustego miejsca na miłość, dopóki sama tego nie zrobi. Nikt nie przyjdzie i jej nie uratuje – tylko ona to może. I tak dzień po dniu zaczęła ukochiwać siebie najpierw w drobnych, a z czasem odważniej również w większych sprawach. Robi sobie drobne przyjemności zamiast oczekiwać ich od kogoś. Pyta sama siebie – jak się czuję w danej sytuacji? Czy chcę zrobić to co ktoś proponuje?
Małe kroki, wielkie zmiany: praktyka miłości własnej
I to już z nią zostanie. Już nie zrobi nic przeciwko sobie. Traktuje siebie jak swoją najlepszą przyjaciółkę i mówi do niej w lustrze, patrząc głęboko w oczy, że ją kocha, że ma piękny uśmiech i że jest cudowną , mądrą, atrakcyjną kobietą.
I że zasługuje. Zasługuje na wszystko co najlepsze – zasługuje na miłość, zasługuje na wspierających ludzi wokół siebie, zasługuje na dobre relacje, zasługuje na obfitość finansową, zasługuje na zdrowie i energię, zasługuje na szczęście .
Zasługuje nie dlatego, że spełnia czyjeś oczekiwania.
Zasługuje bo jest .
Zasługuję bo jestem.
I to wystarczy.
Dagmara Skowrońska, Numeroterapeutka


